8. marca jak co roku przypada niezwykle ważne święto w naszym kalendarzu – Dzień Kobiet. W tym dniu pamiętamy o wszystkich przedstawicielkach płci pięknej, dzięki którym świat staje się coraz bardziej kolorowy i radosny. Marcowe święto jest również świetną okazją, by przypomnieć sylwetki kilku ciekawych postaci z historii Zamku, które w jakiś sposób związane były z naszą warownią.
Jedną z ciekawszych postaci była królowa Adelajda Heska. Była ona córką Henryka II Żelaznego, landgrafa heskiego, dla którego ślub córki z władcą Polski był niemałą nobilitacją. Kazimierz poślubił niemiecką księżniczkę (uchodzącą według Jana Długosza za piękną i cnotliwą) w 1341 r. Początkowo pożycie między małżonkami zdawało się być udane, jednak po kilkunastu latach nastał poważny kryzys. Wynikał on głównie z tego, że Adelajda nie dała królowi żadnego potomstwa, najwidoczniej będąc bezpłodną. Kazimierz znany był poza tym ze swojego hulaszczego życia, co doprowadziło w 1355 r. do separacji małżonków. Król postanowił oddelegować królową poza Wawel. Choć większość czasu związana była ona z zamkiem w Żarnowcu, to część przymusowej „emigracji” spędziła właśnie w naszej chęcińskiej twierdzy. Adelajda po latach w Polsce powróciła do rodzinnej Hesji, śledząc jednak nadal krakowskie życie dworskie. Wielokrotnie starała się o udowodnienie winy Kazimierza, który jeszcze dwukrotnie wziął ślub z czasie swojego panowania. Nie udało jej się to, jednak samego króla przeżyła – zmarła bowiem w 1371 r., rok po śmierci ostatniego przedstawiciela dynastii piastowskiej.
Postacią, która według dawniejszej historiografii miała przebywać w Chęcinach była też Elżbieta Łokietkówna, córka króla Władysława II, siostra króla Kazimierza III oraz matka króla Ludwika I Węgierskiego. Ten ostatni, przejmując w 1370 r. koronę polską po bezpotomnej śmierci ostatniego z Piastów, stanął w obliczu konieczności władania ogromnym obszarem, rozciągającym się od Kujaw na północy, przez Ruś na wschodzie aż po Siedmiogród i Chorwację na południu. Węgierski władca scedował więc regencję w Polsce na rzecz swojej matki, która przez wiele lat starała się zapobiec anarchii i pacyfikować zwalczające się rody możnowładcze. Najdonioślejszym wydarzeniem z okresu regencji Elżbiety było z pewnością wydanie przez króla Ludwika w 1374 r. przywileju koszyckiego. Z jednej strony zapewniał on sukcesję Andegawenów w Polsce w osobie córki władcy – Jadwigi, z drugiej jednak dramatycznie obniżył wpływy z podatków, zezwalając na płacenie stawki 2 groszy, zamiast dotychczasowych 12 z łana.
Ciekawą osobistością związaną z Zamkiem była też Zofia Holszańska. Ruska księżniczka, córka litewskiego kniazia Andrzeja, wzięła ślub z władcą Polski Władysławem II Jagiełłą w 1422 r. Małżonków dzieliła duża różnica wieku, gdyż Sońka mogła mieć ok 17 lat, zaś jej mąż ok. 60-70. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatnia z żon Jagiełły dała mu wreszcie upragnionych męskich potomków w osobach późniejszych królów – Władysława III Warneńczyka i Kazimierza IV Jagiellończyka. Co ciekawe - z pierwszym z nich przebywała w murach naszego zamku w 1425 r. z powodu panującej w Krakowie zarazy dżumy.
Życie królowej nie było jednak usłane różami, ponieważ od momentu pojawienia się na wawelskim dworze spotkała się z silną opozycją możnych. Dodatkowo w 1427 r. oskarżono ją o niewierność małżeńską, przypisując jej romans z kilkoma rycerzami, m.in. Piotrem Kurowskim, Janem Koniecpolskim czy Janem Hińczą z Rogowa. Ten ostatni za domniemane czyny został skazany na karę wieży, którą odbywał właśnie w naszym Zamku. Po kilku miesiącach odsiadki, gdzie – idąc za Długoszem – „mało od smrodu nie zdechł”, opuścił chęcińskie mury i kontynuował swoją karierę dworską. U jej szczytu objął urząd podskarbiego koronnego, a także kasztelana sandomierskiego, dysponując przy tym licznymi, bogatymi królewszczyznami. Jedną z nich było, co ciekawe… starostwo chęcińskie, które objął już po śmierci Jagiełły. Ot ironia losu.
Najsłynniejszą królową, która według legend i podań miała przebywać na naszym Zamku była Bona. Pochodziła z bardzo bogatego i wpływowego włoskiego rodu Sforzów z Mediolanu. W 1518 r. wzięła ślub z królem Zygmuntem I Starym i niemal od początku zrobiła ogromne wrażenie na krakowskim dworze. Młoda, włoska piękność okazała się być niezwykle sprawnym graczem w krajowej, politycznej rozgrywce. Potrafiła skaptować grono wiernych sobie możnowładców w osobach Piotra Kmity, Andrzeja Krzyckiego czy Piotra Gamrata. Najbardziej znienawidzonymi jej wrogami byli Radziwiłłowie oraz Habsburgowie, od których ostatecznie poniosła śmierć. Zasłużyła się w historii naszego kraju m.in. rozpropagowaniem idei odrodzeniowych czy wniesieniem włoskich nowinek w kwestii żywienia czy ubioru. Dzięki niej rozwinęło się wiele miast i wsi, należących do jej domeny działalności.
Mężowi urodziła kilkoro dzieci, w tym Zygmunta, króla Polski. Niestety – jej stosunki z synem nie należały do najlepszych, szczególnie od momentu jego ożenku z Barbarą Radziwiłłówną. Bona uważała, że władca popełnił duży błąd, zaś sama wybranka serca Zygmunta to ucieleśnienie wszelkich negatywnych cech. Konflikt w łonie rodziny królewskiej doprowadził do wyjazdu królowej-wdowy z Wawelu na Mazowsze, a później podjęcie decyzji o opuszczeniu kraju i powrotu do rodzinnego Bari.
W tym miejscu kluczowe znaczenie ma historia naszego Zamku. Według legendy, kiedy Włoszka wyruszyła w objazd po swoich włościach, które dostała w ramach oprawy wniesionego w czasie ślubu wiana, postanowiła zebrać wszystkie swoje skarby. Chęciny, jako jedno z takich miejsc, był przystankiem na drodze Bony do Włoch. Królowa bawiła tu kilka dni, po czym postanowiła wyruszyć na południe. Niestety – podczas przeprawy przez rzekę Nidę tamtejszy most zawalił się, a część wozów ze skarbami utonęła w nurcie wody. Królowa nie mogła przeboleć straty, dlatego też po swojej śmierci w 1557 r. zaczęła pojawiać się na murach warowni pod postacią Białej Damy, szukającej zgubionych niegdyś precjozów. Przy świetle księżyca da się i dziś zobaczyć majaczącą pośród ruin postać kobiety.
Wracając jednak na ziemię, warto w tym wyjątkowym dniu życzyć Paniom wszystkiego co najlepszego – dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. W tych trudnych czasach pamiętać trzeba o wyjątkowej roli kobiet – matek, żon i córek, które od zawsze wspierały mężczyzn w walce o wolność i niepodległość, nieraz samemu chwytając za broń. Niech to święto na zawsze będzie dla wszystkich dniem wyjątkowym, nie tylko poprzez wręczane kwiaty i prezenty. Miejmy nadzieję, że uśmiech nigdy nie zniknie z Waszych twarzy.
Wszystkiego Najlepszego!
Konrad Szymański

